logo

Przed Wami ponownie Aniela Tekiela. Pozytywnie nastawiona do życia lektorka języka angielskiego. W drugiej części rozmowy będziecie mogli dowiedzieć się nieco więcej i tym jaki czym powinien charakteryzować się dobry nauczyciel, jak znajduje pomysły na własnoręcznie wykonane pomoce naukowe dla swoich kursantów i ile zajmuje to czasu. Myślicie, że wiele godzin? Już niebawem będziecie się mogli przekonać sami. Zapraszam na drugą część wywiadu!

 

Ewa: Poprzednią część rozmowy zakończyłyśmy na roli właściwego oceniania w szkole. Stąd następne pytanie. Jaki Twoim zdaniem powinien być dobry nauczyciel? Jakie cechy posiadać i jak się zachowywać? Jakie umiejętności są ważne w pracy z młodzieżą? (i nie tylko)

Aniela: Odpowiedzi na to pytanie mogę po części udzielić przytaczając słowa Samanty prowadzącej blog „Edukacja z Pasją”. Ta młodziutka i niesamowicie inteligentna, odważna kobieta zamieściła u siebie ciekawy wpis o następującej treści: „Kiedy i tak wiesz, że do ideału daleko, ale nie możesz przestać być idealistą.”Idealnych ludzi nie ma, ale każdy może być idealistą. W każdym zawodzie, aby wykonywać go należycie, warto mieć i być wiernym swoim ideałom, do wdrażania których dąży się cierpliwie, rozwijając jednocześnie siebie, a przy okazji wpływając pozytywnie na życie innych.


Poza merytoryczną wiedzą i ustawicznym podnoszeniu swoich kwalifikacji i umiejętności, ważne jeśli nie najważniejsze, są relacje i niezapominanie o tym, że w tym zawodzie to uczeń powinien być na pierwszym miejscu, bo to dla niego pracujemy i tak naprawdę od tej relacji zależy nasza „wizytówka” czy „marka”. Jak pokazuje doświadczenie z mojego własnego poletka, licznych rozmów z uczniami i obserwacji środowisk w jakich pracowałam oraz siebie w codziennej pracy, dochodzę do wniosku, że to na czym nauczyciel buduje swój autorytet wśród współczesnej młodzieży i dzieci, to na czym zależy uczniom to nie dyplomy jakie nauczyciel zdobył, ale zaraźliwa szczera pasja, zaangażowanie w pracę, empatia, wiarygodność, wyrozumiałość, sprawiedliwość, obiektywizm, szacunek i zaufanie jakie wzbudza. Uczniowie cenią w nauczycielu umiejętność stworzenia przyjaznej, bezpiecznej atmosfery, która sprzyja ich rozwojowi, oraz kreowania twórczej przestrzeni, w której uczeń rozwija swoją  kreatywność, ma swobodę działania i tworzenia, co w efekcie  motywuje go do nauki i sprawia, że te 45 minut spędzane w klasie kojarzą mu się z czymś przyjemnym, efektywnym i potrzebnym, wpływającym korzystnie na jego życie i samopoczucie. Bardzo często słyszę od uczniów, że nauczyciele niewychodzący zza swojego biurka czy spoglądający zza  której kurczowo się trzymają, budują ogromny dystans, który nie wspomaga nawiązywania z nim kontaktu ani tworzenia sprzyjającej nauce atmosfery. Dlatego warto się zintegrować z podopiecznymi, nie siadać statycznie w kącie klasy i nie budować niewidzialnej, ale silne wyczuwalnej „ściany”, tylko współuczestniczyć aktywnie w zajęciach jako twórca własnych lekcji, a nie rutynowy odtwórca szablonu. Jeśli „zaświecimy” takim przykładem, uczniowie zwrócą nam z nawiązką włożony w ich rozwój wysiłek, będą postępować podobnie, przez co większość typowych lekcyjnych problemów zawierających się w określeniu „ złe zachowanie” automatycznie zanika, bo nie ma ku temu powodów. Niemniej jednak, aby w swobodny i efektywny sposób  wdrażać powyższe aspekty nauczyciel również musi mieć do tego odpowiednie warunki i odpowiednie narzędzia.

Rozpatrując Twoje zapytanie z szerszej perspektywy również trudno jest jednoznacznie określić, kim jest dobry nauczyciel, gdyż jest to zawód bardzo złożony, wymagający szeregu różnych kompetencji i odpowiedzialności nie tylko wobec ucznia, dlatego też każdy ma inne oczekiwania wobec  przedstawicieli tej profesji, każdy postrzega ją w odmienny sposób, nawet sami nauczyciele różnią się pod tym względem. Mimo, iż nazwa zawodu sugeruje „nauczanie”to z tego co obserwuję, oprócz bycia inspirującym  specjalistą w swojej dziedzinie, ustawicznie dokształcającym się, od współczesnego nauczyciela wymaga się profesjonalnego pełnienia szeregu innych podfunkcji, od nauczyciela oczekuje się, aby dodatkowo był urzędnikiem, pedagogiem, psychologiem, policjantem, przyjacielem, powiernikiem, opiekunem, społecznikiem, doradcą, mentorem, tutorem, coachem, itp. Dobrze by też było, aby dzień w dzień tryskał świetnym humorem, spełniał oczekiwania wszystkich i był do dyspozycji całą dobę. Pogodzenie tylu odpowiedzialnych zadań i efektywne wywiązywanie się z tych obowiązków przez jedną osobę, która jednocześnie ma liczne zobowiązania wobec ogromnej ilości ludzi, jest niesłychanie trudne, a nawet niemożliwe. Aby wspomóc nauczyciela w tym niełatwym zadaniu, każdy zaangażowany w relacje z nim i wymagający od niego określonych działań, musi zdać sobie sprawę, że jesteśmy współzależni i nie jest to relacja jednostronna, dlatego też niesłychanie pomocne jest wsparcie w postaci zaufania, szacunku i zrozumienia płynącego ze strony uczniów i ich rodziców, innych nauczycieli, dyrekcji, środowiska i organów państwowych.


Podobnie jak na poziomie „mikroklimatu klasy”, sam nauczyciel musi też zdać sobie sprawę, że jego postawa winna opierać się na zrozumieniu i szacunku nie tylko do podopiecznych, ale też ich rodziców, innych nauczycieli,  placówki w której się pracuje; niezapominanie o tym dlaczego i dla jakich idei zostało się nauczycielem; świadomość  tego, że dbanie o własny rozwój to jednocześnie dbanie o rozwój uczniów i środowiska w jakim się obracamy; oraz  zdawanie sobie sprawy z tego, że wiele zależy od nas samych i wszelkie zmiany jakich wymagamy to w dużej mierze nasza decyzja związana z cierpliwym działaniem w kierunku oczekiwanej zmiany.

 

Ewa: Wielu Czytelników pewnie bardzo interesuje w jaki sposób znajdujesz inspiracje do swoich zajęć. Jak udaje Ci się wymyślać pomoce do Twoich lekcji dla uczniów? Czy masz jakieś sprawdzone sposoby?

Aniela: Jak wcześniej wspominałam, na studiach w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych dowiedziałam się, że można uczyć w inny sposób. To mocno mnie zainspirowało i rozpoczęło proces sukcesywnej zmiany postrzegania prowadzenia zajęć. Bycie nauczycielem szczególnie przedmiotów humanistycznych daje szerokie pole do popisu. Można czerpać z tylu dziedzin i samemu dowiadywać się coraz to nowszych rzeczy, które warto także przybliżać uczniom. Jednym słowem, inspiracją jest codzienne życie i to co nas otacza, począwszy od papieru toaletowego, poprzez rzeczy bliskie uczniom, skończywszy na informacjach z mediów. Moje pomysły widoczne na blogu mogę podzielić na takie dwie główne grupy. Grupa pierwsza obejmuje rzeczy codziennego użytku, które kompletnie nie kojarzą się z pomocą dydaktycznymi, a które przekształcam tak, że tymi pomocami się stają (na przykład papier toaletowy, wstążka do pakowania prezentów, patyczki do szaszłyków, lusterka czy chińskie ciasteczka z zadaniami). Druga grupa to rzeczy czy zjawiska społeczne już istniejące, na przykład gry, które modyfikuję i adaptuję na potrzeby lekcji języka obcego (na przykład kostka Rubika, klocki, gra w rzutki; motyw wróżenia, analogowy Facebook, ogłoszenia typu „tear-off ads”, itp.).
 ( Jeśli jesteście zainteresowani O czym mówi Aniela odsyłam was to jej materiału tutaj)


W sumie jest jeszcze trzecia grupa inspiracji – są to pomysły na jak ja to ujmuję „zaprzyjaźnienie się podręcznikiem”. Lubię urozmaicać zadania z książek nadając im bardziej interaktywny charakter. Śledzący mój blog znają zapewne pomysł na zdrapki czy kolorowe okienka.
Niemniej jednak, to co pokazuję na blogu to zaledwie namiastka tego, co dzieje się na lekcjach. Dbam o to, aby zajęcia były oparte na przemyślanej, logicznej sekwencji kroków, w które wplatam to, co interesuje uczniów, co wpasowuje się w ich preferencje i codzienność, dostosowane jest do ich wieku i możliwości, przez co poczują, że te 45 minut było ważne i przydatne. Nie są to tylko treści analogowe, ale coraz częściej korzystam z nowoczesnych technologii, które wprowadzam „z głową”i również łączę z tradycyjnymi metodami, o uważam sprawdza się najlepiej. Na zajęciach staram się stosować elementy zaczerpnięte z wielu metod i podejść, zarówno tych sprawdzonych (TPR, LdL czy CLIL) i tych dla mnie nowych, których jestem ciekawa (task-based learning, whole-brain teaching czy flipped classroom). Odeszłam od standardowego modelu  PPP (Presentation – Practice - Production) czyli prezentacji, ćwiczeń praktycznych i produkcji w jej tradycyjnej formie, gdzie nauczyciel prezentuje materiał, uczniowie ćwiczą materiał i „produkują” język odtwarzając poszczególne treści. Uczę się przekazywać uczniom pałeczkę i w tym układzie to oni są ważni, oni dochodzą do wniosków na podstawie własnych poszukiwań, ćwiczą zagadnienia sami, bez konieczności szablonowego odtwarzania wzorów i produkują język na podstawie subtelnych bodźców, dających im swobodę. Oczywiście jako nauczyciel czuwam nad tym procesem, ingerując nieznacznie i wówczas kiedy jest to konieczne, w zależności od grupy uczniów z jakimi pracuję.


Nie lubię nudzić się na swoich zajęciach, a jeszcze bardziej nie lubię, kiedy moi uczniowie się nudzą, stąd lekcje przeważnie zaczynam od jakiejś ciekawostki albo w postaci informacji albo mojego „dziwnego” zachowania, oraz jakiejkolwiek innej rzeczy przykuwającej uwagę uczniów. Przestawiam to przedstawionych w różnorodny sposób – w postaci filmu bez dźwięku lub dźwięków z przyciemnionego filmu; pociętego na części zdjęcia lub jakiegoś intrygującego fragmentu ilustracji; może to też być niecodzienne pytanie. Staram się, aby na każdym etapie lekcji działo się coś ciekawego, bo wiem, że przez to uczniowie będą zaangażowani w naukę, która w dużym stopniu polega właśnie na rozbudzeniu ciekawości niezbędnej do chęci poznawania nowych rzeczy. Oprócz ciekawości i elementów zaskoczenia, dbam też o to, aby na lekcjach były obecne inne emocje takie jak radość czy wzruszenie, generowane przez odpowiednio dobrane humorystyczne czy w jakiś sposób poruszające materiały audio-wizualne, które przez to że zmuszają do przeróżnych refleksji, jeszcze bardziej przybliżają i nadają praktyczny wymiar nauce języka. Dla mnie to bardzo ważne, gdyż pozwala mi to poznać moich uczniów z różnych stron, a ich odpowiedź zwrotna pod tytułem: „nie czujemy się na pani lekcjach jakbyśmy byli w szkole; (…) ale tak jakby to była część normalnego dnia; wszystko dzieje się tak naturalnie, że nie zauważamy nawet kiedy się uczymy”utwierdzają mnie w przekonaniu, że idziemy w dobrym kierunku.

 Aniela rubik

 

Ewa: Domyślam się, że masz takich pomocy do lekcji bardzo wiele. Gdzie je trzymasz? Czy masz jakieś specjalne w swoim domu czy w szkole językowej?

Aniela: Jeśli chodzi o ilość materiałów i pomocy dydaktycznych to nie jest ich aż tak dużo. Bywało gorzej za czasów „kultu kserówek”. Muszę przyznać, że już od czasów studiów kumulowałam ogromne ilości papierów, które wykorzystywałam w minimalnym stopniu, ustawicznie dokładałam nowe, z przekonaniem, że przydadzą się na pewno w przyszłości. Taka przyszłość nie nadchodziła, więc zaczęłam zastanawiać się na sensem takich działań i z roku na rok szukałam innych, bardziej praktycznych rozwiązań. Żeby nie wyrzucać takiej ilości papieru, niewykorzystywane latami kserówki zutylizowałam inaczej - wyciełam słowa i wyrażenia napisane większą czcionką , a następnie zaprojektowałam pomoce dydaktyczne zachęcające uczniów do mówienia (np. obklejając klocki lub grubą wstążkę). To co pozostało służy do spisywania listy zakupów . Aby uniknąć kumulowania niepotrzebnych papierów, zaczęłam prowadzić bazę posegregowanych tematycznie i faktycznie niezbędnych materiałów analogowych - takich, z których rzeczywiście korzystam. Potem z pomocą przyszły nowoczesne technologie, które znacznie odciążyły moje półki, szafki i pudła. Obecnie korzystam z materiałów, które projektuję i uzupełniam na bieżąco, zapisuję w postaci folderów na komputerze czy pendrive’ach, a od niedawna za sprawą wiedzy zaczerpniętej na szkoleniach Anny Popławskiej, zafascynowały mnie możliwości dysku Google, który okazał się zbawieniem.  Wszelkie pomoce analogowe w postaci prezentowanej na blogu, takie jak kostki Rubika, fiszki w przeróżnych postaciach, ilustracje z gazet, jajeczka z Kinder Niespodzianki, i wiele innych znajdują się częściowo u mnie w domu, i częściowo w szkole, w której pracuję. W razie potrzeby  i w zależności od tego jak zaprojektuję lekcje, poszczególne materiały „idą w ruch”.

 

Ewa: Ile więc czasu zajmuje Ci przygotowanie do zajęć? Domyślam się, że po tylu latach masz już swoje sposoby na skrócenie tego procesu nieco.

Aniela: Tak, to prawda. Jak wspominałam wcześniej, z roku na rok próbowałam nie tylko popracować nad systemem przechowywania pomocy dydaktycznych, ale także nad kontrolą czasu, jaki spędzam nad przygotowaniem się do zajęć, w czym bardzo pomogły mi nowoczesne technologie. Z roku na rok idzie mi to sprawniej. Z jednej strony bardzo lubię projektować i wymyślać przeróżne rzeczy, ale jednak trzeba zachować w tym umiar i równowagę, aby znaleźć czas dla siebie. Znaczna część moich zainteresowań oscyluje wokół zawodu, ale to głównie ze względu na to że jak wcześniej wspominałam, jest to dziedzina, która wymaga wiedzy z wielu obszarów. Lubię uczyć się innych języków, interesuję się psychologią, a od niedawna coachingiem. Bardzo często śledzę przeróżne artykuły  i publikacje związane z metodyką nauczania. Biorę udział w szkoleniach, no i od niedawna prowadzę bloga, i na to też trzeba znaleźć czas : )


Przy okazji projektowania wspomnianych pomocy dydaktycznych oraz prowadząc lekcje w formie analogowej czy cyfrowej, mogę „wyżyć się”też artystycznie, manualnie i muzycznie łącząc przyjemne z pożytecznym. Kiedy jeszcze miałam czas i moje oczy to wytrzymywały, bardzo często haftowałam, dziergałam na drutach lub szydełku; grywałam też na pianinie. Obecnie te zdolności sprawdzają się świetnie w mojej pracy.  Lubię też gotować i piec, co także dość spontanicznie wykorzystałam na gruncie edukacyjnym – w ramach podziękowań dla za świetną współpracę, upiekłam trzecioklasistów z gimnazjum chińskie ciasteczka z zadaniami przedegzaminacyjnymi.  


Oczywiście takie „ciasteczkowe akcje” nie dzieją się codziennie, ale warto od czasu do czasu pokazać uczniom, że są dla nas ważni, a ja akurat okazuję to w ten sposób – odzew dzieci i młodzieży jest bezcenny. Oni naprawdę zauważają i doceniają naszą pracę. Kiedy uczniowie widzą, że przychodzimy na zajęcia i robimy coś specjalnie dla nich czują się doceniani i ważni, a jest to uczucie na którym bez wyjątku zależy każdemu, bez względu na wiek.

 Aniela wstażki

 

Ewa: A jak to się stało, że postanowiłaś założyć bloga o nauczaniu języka angielskiego? Co było Twoja pierwotną inspiracją? Czy planowałaś co będzie pojawiało się na nim czy raczej wszystko działo się bardzo intuicyjnie?

Aniela: Decyzję o założeniu bloga podjęłam w przeciągu paru sekund, pod wpływem impulsu i bez premedytacji.

Bezpośrednim bodźcem do założenia neuroteaching.blogspot.com był komentarz pewnej pani, nauczycielki angielskiego, z którą prowadziłam wymianę zdań i doświadczeń w postaci komentarzy na Facebooku pod artykułem dotyczącym efektywności nauczania języka angielskiego w szkołach publicznych. Owa Pani negowała i dość krytycznie odnosiła się do moich propozycji prowadzenia zajęć i stosunku do nauczania, uznając je za utopijne i niemożliwe do wdrożenia, wplatając sporo negatywnych emocji w swoje wypowiedzi. Zdziwiłam się tak zamkniętej postawi i stwierdziłam, że 'nie ma co gadać/pisać' tylko działać i pokazać, że jednak można i nie są to puste słowa, ale ponad 10 lat praktyki, która jednoznacznie pokazuje, że to co robię przynosi świetne efekty. W ten sposób powstał blog.

Nie był to też wynik konkretnej inspiracji związanej z blogowaniem - muszę przyznać, że zanim założyłam swojego bloga nie korzystałam, ani nie śledziłam tego typu stron, gdyż zawsze sama tworzyłam pomysły i projektowałam materiały na zajęcia. Dopiero po tym, jak założyłam swoją stronę i po tym jak zostałam przyjęta do facebookowej grupy nauczycieli angielskiego, a później do grupy nauczycieli języka angielskiego, poznałam działalność innych nauczycieli oraz inne blogi, które już od dłuższego czasu funkcjonowały w internecie (np. "Head Full Of Ideas" Marysi), albo dopiero zaczynały raczkować w blogosferze (np. blog Ilony -  English Freak, która nie raz pomogła mi w „ogarnianiu” blogowych niuansów). Byłam przeszczęśliwa, że mogę nawiązać kontakt albo być świadkiem działań tych osób, które mają podobne do mojego podejście.

Mimo iż strona powstała spontanicznie, zawartość bloga nie jest improwizacją. Jego motywem przewodnim, a zarazem czymś na czym między innymi opieram swoją pracę, to moja interpretacja założeń neurodydaktyki, którą zainteresowałam się około 6 lat temu, kiedy to po raz pierwszy miałam okazję uczestniczyć w wykładzie pani dr Marzeny Żylinskiej w Opolu. Byłam zachwycona tym, że ktoś w końcu głośno mówi i odważnie propaguje inną, bliską mi kulturę nauczania i zwraca uwagę na konieczność zmian w edukacji, w której to uczeń pełni najważniejszą rolę. I tak powstała nazwa „neuroteaching” które kojarzy mi się przede wszystkim z kreatywnością.

 

Ewa: Czy masz jakieś plany na przyszłość związane z blogiem?

Aniela: Podobnie jak powstanie bloga, które zadziało się bez premedytacji, nie mam konkretnych planów co do jego przyszłości. Zakładając stronę nie miałam konkretnych celów poza jednym wcześniej wspomnianym tj. pokazaniu, że "można i się da". Na pewno będę kontynuować to, czym zajmuję się na jego łamach do tej pory, wykorzystując ustawicznie nabywane umiejętności. Znając siebie z pewnością niejeden pomysł pojawi się jeszcze w mojej głowie. To, czego doświadczyłam przez ostatnie pół roku odkąd blog zaczął wzbudzać przerastające moje oczekiwania zainteresowanie, jest dla mnie ogromną, pozytywną niespodzianką, z czego chyba jeszcze do końca nie zdaję sobie sprawy. Jestem bardzo wdzięczna za słowa uznania, za komentarze i wiadomości, w których nauczyciele i studenci dziękują za dzielenie się pomysłami lub proszą o pomoc. Niejednokrotnie przyznają, że dzięki temu, co prezentuję na blogu, zmienili postrzeganie swojej roli jako nauczyciela, sami odzyskali dawno utraconą motywację do działania i pracy w zawodzie. Myślę, że to najważniejsze i najcenniejsze czego mogłam do tej pory doświadczyć jeśli chodzi o blogowanie. To niesamowite uczucie kiedy nasze życie czy działania, które dla nas są czymś zwyczajnym, mogą ulepszyć chociaż troszkę czyjeś życie.

Natomiast dodatkowo, przy  tak zwanej okazji, okazało się, że tego typu forma pracy pomaga również mi. Uczę się przeróżnych rzeczy; poznaję niesamowicie kreatywnych, odważnych ludzi których podziwiam i od których sama czerpię inspirację; uczy mnie to też wychodzenia ze strefy własnego komfortu, a to wszystko poszerza moją wiedzę, doświadczenia i perspektywę z której postrzegam swój zawód. Ponadto, może to dziwnie zabrzmi, ale prowadzenie bloga oswajanie siebie samej z mówieniem o tym, co i jak robię, gdyż wcześniej po postu to robiłam i nie miałam okazji prezentowania i opisywania swoich działań szerszemu gronu odbiorców. Szkoda, że nie wpadłam na założenie bloga wcześniej, kiedy przygotowywałam się do egzaminu na nauczyciela mianowanego, kiedy trzeba było wykazać umiejętnościami autoprezentacji swojego dorobku, co przyznam wyszło mi wówczas kiepsko :) Nawet ten wywiad jest okazją do tego, abym uporządkowała w głowie ten nieogarnięty zbiór przemyśleń spostrzeżeń i wniosków.

Jeśli chodzi o przyziemne i techniczne sprawy, chcę zapoznać się jeszcze z narzędziami wspomagającymi zarządzanie blogiem; uzupełnić kilka wpisów, które czekają w wersjach roboczych; wdrożyć w życie wiedzę, jaką nabywam na szkoleniach z zakresu grafiki u Anny Popławskiej, co pomoże mi dopracować wizualną stronę bloga, gdyż do tej pory skupiałam się bardziej na zawartości merytorycznej.

Ewa: Dziękuję Ci bardzo za podzielenie się swoimi spostrzeżeniami i pomysłami z Czytelnikami. Jestem przekonana, że nowy rok szkoły będzie dla ciebie równie udany a teraz życzę Ci spokojnych wakacji, odpoczynku i zbierania pomysłów na kolejne kreatywne zajęcia.

 

Jeśli jeszcze nie znacie Anieli lub znacie a jesteście ciekawi co nowego zamieściła na swoim blogu to zapraszam na niego tutaj http://neuroteaching.blogspot.com/ Anielę można znaleźć też na Facebooku https://www.facebook.com/kreatywnenauczaniejezykowobcych/
Jeśli spodobał Ci się ten wywiad i zainspirował to daj o nim znać innym, który tak samo jak Aniela pasjonują się angielskim. Zachęcam Cię też żeby znać w komentarzu pod wywiadem lub na moim profilu na Facebooku o swoich spostrzeżeniach i pytaniach.


/wszystkie grafiki są własnością Anieli Tekieli/

Aniela1